wtorek, 26 maja 2015

To Bee or not to Bee

Istnieje maleńki owad, na którym stoi ten świat. Maleństwo, które doprowadza do furii naukowców i przedsiębiorców w ostatnim czasie, a wszystko za sprawą ludzi, którzy nie potrafią przyznać się do błędu. 



W ostatnich latach obserwujemy drastyczny spadek populacji pszczół. Są słabsze, atakują je coraz dziwniejsze choroby, a ostatnie badania dowodzą, że od zeszłego roku populacja zmniejszyła się o 40%. 40!
Idąc za Greenpeace:
"Gdyby miało stać się tak, że owady zapylające nie pośredniczyłyby już dłużej w procesie zapylania, w przypadku około 1/3 upraw dostarczających żywność musielibyśmy uciec się do innego sposobu zapylania. W przeciwnym razie zbiory byłyby w znacznym stopniu niższe, a spadek wydajności dotknąłby nawet 75% wszystkich roślin uprawnych."
Skąd wziął się ten mały - wielki problem? Niestety, ale przez nas. Nasz konsumpcjonizm sięgnął wysokiego pułapu. Potrzebujemy większych owoców i warzyw, rosnących szybciej i w gorszych warunkach. Szpikujemy je chemią i pestycydami, które mają chronić przed szkodnikami i chorobami, ale nikt w tym wszystkim nie pomyślał o pszczołach. Tych drobnych robaczkach, które w znacznym stopniu przyczyniają się do zapylania wszystkich owoców i warzyw. W znacznym bo szacuje się, że jest to nieco ponad 30%, dlatego problem jest po części dalej bagatelizowany. Zapytacie co z resztą? Zapylają je inne owady, które nie mają takiej opieki jak pszczoły. Owady, których rejestru nikt nie prowadzi i nie dba o to, czy chorują czy nie. 


Wczoraj przeczytałam artykuł na National Geographic, znajdziecie go TU. Przedstawili w ciekawy sposób "Quest" do osiągnięcia "super pszczoły". Świat naukowy podzielił się na tych, którzy chcą dojść do tego metodą (powiedzmy) naturalną i tych, którzy dalej zabawiają się w  matkę naturę tworząc "sztuczne" pszczoły, odporne na wszystkie świństwa. Strach pomyśleć, że jeśli miałyby to być pszczoły miodne, jak smakowałby ich miód :/
W całym absurdzie sytuacji pojawiają się jednak głosy rozsądku. Phil Chandler, autor: "The Barefoot Beekeeper", twierdzi stanowczo, że to my jesteśmy problemem i nie chodzi już o chemikalia jakich używamy, ale o samo podejście do problemu: "We cannot solve our difficulties by using the type of thinking that created them". I nie można się z nim nie zgodzić. 

Co pozostaje NAM? Co możemy zrobić teraz, co pomoże pszczołom? Nic prostszego! Wystarczy kawałek ziemi i kilka kwiatów, mieszkasz w mieście? Na pewno masz miejsce na doniczki, a nawet jeśli pszczoły tam nie zawitają to inne owady jak najbardziej. 


Poza tym, spójrzcie jakie są śliczne, czy może być "ładniejszy" i wygodniejszy sposób, żeby się im przysłużyć? W dodatku część z nich wykorzystacie później w kuchni.
Poza tym każdy owad musi pić, ale nie znaczy to, że wystarczy im wiadro wystawione na zewnątrz. Spójrzcie na to:


Wystarczy nawet naczynie (jakiegokolwiek kształtu) z kamieniami, które do połowy są przykryte wodą, tak, żeby pszczoła się nie utopiła w trakcie picia i już macie poidło, które uratuje niejednego owada w upalny dzień.


Takie drobne rzeczy sprawiają, że możemy zmienić świat wokół nas, im nas więcej, tym lepiej!
Dzisiaj jestem pozytywną pszczółką :) Do usłyszenia.


Brak komentarzy: