poniedziałek, 8 lutego 2016

Pomagając innym - pomagamy sobie cz.2

Ostatnio pisałam o dokarmianiu ptaków i w drugiej części chciałam się z wami podzielić "przepisem" na bomby witaminowe dla ptaków, ale proszę bardzo - wiosna zagościła się na dobre ^ ^.

Co by nie było w zeszłym tygodniu temperatury nie były, aż tak optymistyczne i wraz z moją najmłodszą siostrzenicą wybrałam się na spacer, żeby znaleźć odpowiednie miejsce na stanowiska dokarmiające. Ptaki muszą się do nich przyzwyczaić, więc nie czekałyśmy do mrozów. 

Stanowiska są na tyle wysoko, że nikt "życzliwy" ich raczej nie ściągnie ot tak, i na tyle osłonięte, że ptaki będą się czuły bezpiecznie. Oczywiście idąc zgodnie z zasadą, że mając do wyboru taki pokarm, a naturalny, wybiorą ten drugi, dlatego też po tygodniu obserwacji z drzew mało co zostało wyjedzone. Jutro idę na spacer to pościągam resztki słoniny jakie jeszcze zostały.

Co by nie było, nauczyłam się robić bomby tłuszczowo-witaminowe dla ptaków (jak to smacznie brzmi ;P ). Sposób wykonania poniżej.


Przygotowanie jest dziecinne proste, więc we wszystkim bez obaw pomagała mi moja siostrzenica ^ ^
Na początku trzeba przygotować odpowiednią mieszankę ziaren, mogą to być: słonecznik, proso, nasiona konopi siewnej, orzechy itp itd, co dokładnie opisałam ostatnio tutaj.

Zamiast smalcu użyłam oleju kokosowego. Jakoś ciężko mi sobie wyobrazić ptaki jedzące pokarm pochodzenia zwierzęcego tym bardziej tego rodzaju :/. Olej kokosowy idealnie związał całość i zastygł jak smalec. Także wyszły mi takie "wege" kule dla ptaków ;D, żeby im jednak nie zabrakło zwierzęcego białka, powiesiłam dodatkowo słoninę.

Forma do muffin stała się idealną podstawą i po wypełnieniu ziarnami papilotek do muffin, zalałam je olejem  i wrzuciłam do lodówki. E voila, gotowe do zapakowania w siatkę. 
Siatki na kule są z sztucznego tworzywa, zdarza się, że ptaki rozdziobują i plastik część z tego zjadając. Siłą rzeczy jak już coś robić to dobrze, dlatego zabrałam się za zrobienie siatki ze sznurka konopnego ^ ^


O ile przygotowanie samego jedzonka to chwila moment, o tyle z siatkami było sporo zabawy. Oczka nie mogły być za duże, żeby po dziobaniu kawałki nie wypadały na ziemię. Musiało być mocne i dobrze trzymać nawet jak zostałoby prze dziobane w którymś miejscu, po kilku godzinach... skończyłam na dwóch :P

Wyszło wszystko dość.... naturalnie, ale w przyszłym roku muszę opracować coś lepszego niż plecenie siatki na supełkach, bo szkoda czasu.
Zostało mi jeszcze sporo zrobionych kul i szkoda, że już idzie wiosna bo się wszystko zmarnuje :D


Przynajmniej i ja i moja siostrzenica się sporo nauczyłyśmy i wiem, że sam spacer i próby rozpoznawania ptaków to jedna z najlepszych lekcji przyrody jakie możemy dać najmłodszym. ^ ^


Owocnego tygodnia

M.

1 komentarz:

Klaudia She-wolf pisze...

Super ! My zawsze regularnie dokarmiamy ptaszki :) Przylatują sikorki, gile, wróbelki i sójki ;)