czwartek, 18 lutego 2016

Włosy - part 1.

O włosach można pisać długo. Co kraj to obyczaj, co osoba to włos. W każdej kulturze przewijają się wzmianki na temat pielęgnacji włosów i... magii jaka się z nimi wiąże. 


Ostatnio natknęłam się na taki wpis: kochane zdrowie
Nie chcę się rozwodzić nad prawdziwością niektórych części, ale prawda jest taka, że od roku zagłębiam się w nieco "magiczniejszą codzienność", czyli co dokładniej. Wierzę, że wszystko co robimy na co dzień ma na nas olbrzymi wpływ. Dla przykładu, jeśli przerzedza się zewnętrzna część brwi, oznacza to, że mamy problem z tarczycą. Białe plamki pod paznokciami świadczą o niedoborze witamin, a z samych tylko oczu można wyczytać szereg ciężkich chorób, jeśli takie mamy. 
To jest dla mnie ta magiczna codzienność, ufam, że dbając o siebie na zewnątrz i od środka prostymi zabiegami, będziemy zdrowi i zwyczajnie nie zaśmiecimy swojej energii. Myślcie co chcecie, to moje zdanie... i już ^ ^


Od roku przeszło zmagam się ze swoimi włosami. Chciałabym używać tylko naturalnych kosmetyków, ale po 1. Kupne w sklepie, mimo, że etykieta może zachwalać i zachwycać, nie mamy 100% pewności, że w szamponie, odżywce, czy innym kosmetyku, jest akurat to, a nie coś innego, a jeśli już są firmy, które budzą w nas zaufanie, raczą nas horrendalnymi cenami. 
Po 2. kosmetyki typu "zrób to sam" są strasznie męczące. Zmieszać to, dodać tamto, przeterminuje się dziadostwo w dwa dni i znowu cały proces trzeba zaczynać od nowa, a w dodatku, nie oszukujmy się, długo trzeba szukać odpowiednich ziół dla swoich włosów bo zwyczajnie działają one słabiej niż chemia. Z drugiej strony, nasze włosy przyzwyczailiśmy, że cały czas są traktowane chemią, więc czując coś normalnego na sobie, zwyczajnie nie reagują. 
I tu muszę dodać pkt 3. czyli - początek is a bitch.
Z góry współczuję wszystkim, którzy będą chcieli zacząć kurację odwykową dla włosów bo to jest mały horror, jeszcze jak przetłuszczają Ci się włosy to już w ogóle masakra. Tak, takich fachowym terminów użyłam ^ ^.

Jak ten odwyk wygląda w praktyce opisuje świetnie Kaila i nie będę tu powielać jej tekstu. W każdym razie, proces ten trwa kilka tygodni, Kaila pisze o 3, mi to zajęło nieco dłużej, ale moje się strasznie szybko przetłuszczały i doszło do tego, że musiałam je myć codziennie (sic!).
Rozpoczynając kurację miałam o tyle wygodnie, że pracowałam w domu, nigdzie nie musiałam wychodzić, a jak już musiałam to zawsze była czapka pod ręką. Przez kilka tygodni moje włosy były tłuste, meeega tłuste, mogłam na jednym włosie usmażyć obiad dla całej rodziny... żartuję ;)
Jednak było ciężko, po tych kilku tygodniach zaczęłam stopniowo dodawać mycie sodą i octem jabłkowym na zmianę z odżywką, tak, że co 3 dzień myłam włosy, albo odżywką z mąką ziemniaczaną, albo sodą i octem. 
Powoli było coraz lepiej, ale im mniej stosowałam odżywki, tym zaczynało brakować im witamin, jeszcze wtedy nie używałam ziół do mycia, więc i skóra głowy i włosy zaczęły się nieco przesuszać, zaczęłam włosy - olejować. To jedna z wspaniałości ayurvedy. O olejowaniu napiszę następnym razem. 

Z czasem włosy jakby nie chciały współpracować, albo to ja straciłam cierpliwość... Dość dużo podróżuję i pamiętam jak raz przy odwiedzinach u siostry zarzekała się, że ma mąkę i ocet, że nie muszę brać ze sobą niepotrzebnego bagażu. Okazało się, że ocet ma, ale zwykły, mąkę ma ale nie ziemniaczaną i zero sody, za to super jakąś najnowszą odżywkę... Chciał nie chciał odżywka poszła w ruch... mąka... NIE ziemniaczana poszła w ruch i myłam. Myłam, myłam... Jakieś takie ciasto się zrobiło... jakieś coś, potem suszyłam włosy suszarką, żeby wszystko wydmuchać i od ciepłego powietrza zrobiły mi się małe chlebki na włosach.... ehhh... tak było, no nie ma co ukrywać, nauczyłam się, że albo ziemniaczana albo w ogóle :P 

Stwierdziłam, że problemem są moje włosy i to, że farbuje je już kilka ładnych lat, odkąd zaczęłam kurację odwykową, nie farbowałam ich ani nic, ale mimo wszystko, pofarbowane włosy mnie drażniły i w dotyku i te odrosty. Ścinamy! I po włosach ;) Niestety to było jakoś ... w maju zeszłego roku i tylko taka fota się ostała. Ciężkie były początki, ale coraz bardziej czuje, że było warto. Nie pamiętam już kiedy ostatnio moje włosy były tak mocne, grube i co najważniejsze, w końcu mam ich więcej na głowie niż po czesaniu na szczotce ;)

To tyle na dzisiaj, o olejowaniu i kosmetykach jakich używam teraz napiszę następnym razem.

CA
eM.







Brak komentarzy: